Wszystkie odcienie czułości. O „Czułości” Emilii Zielonki

Wszystkie odcienie czułości. O „Czułości” Emilii Zielonki

„– Sięgnęła do torebki. Myślałem, że wyjmie chusteczkę, a wyjęła długą szpilę do kapelusza. Zanim zdążyłem cokolwiek zrobić, przebiła…

– Od początku.”

Beige

Nazwa „beige” pochodząca z języka francuskiego początkowo odnosiła się do surowej, niebarwionej wełny. Z czasem zaczęła być stosowana jako określenie naturalnych, ciepłych odcieni brązu. W taki sam sposób na oczach widza ewoluuje dyplomowy obraz Emilii Zielonki. „Czułość” wyróżnia delikatnie poprowadzona obiektywna narracja, która stanowi rodzaj gestu malarskiego, cechy świadczącej o indywidualizmie każdego twórcy. Reżyserka najpierw raczy odbiorcę kunsztownie opracowanym przez Bartosza Świniarskiego aspektem wizualnym, a z biegiem czasu zaspokaja zmysł słuchu.

Pierwsze słowa padające z ust bohaterów nie wyrażają ich myśli, lecz są cytatem z pewnej książki. Jednak Irka (Sonia Mietielica) pragnie w ten sposób dotrzeć do Miłosza (Józef Pawłowski), który całkowicie bagatelizuje sens współcierpienia zawarty w zdaniu. Para znajduje się w pokoju hotelowym, który wynajęła na jedną noc w konkretnym celu. Ona siedzi na łóżku, owinięta w prześcieradła, on na podłodze, z książką u jej stóp. Samo rozmieszczenie ciał w przestrzeni jest kolejnym odzwierciedleniem relacji nastolatków. To Miłosza przerasta zaistniała sytuacja, brakuje mu odwagi oraz dojrzałości, żeby ją udźwignąć. Z kolei dziewczyna, mimo że słabnie fizycznie, staje się mocniejsza psychicznie.

Czerwień wzrokowa

Im silniejszy staje się ból odczuwany przez Irkę, tym kontakt wzrokowy między bohaterami gaśnie. Psychologiczny horyzontalizm w postawach bohaterów zostaje konsekwentnie zachowany. Dziewczyna zamyka się łazience, co stanowi ekstremum jej zdystansowania widocznego od samego początku. Być może pragnie samotności, a być może stłumiony matczyny instynkt każe jej ochronić wrażliwość chłopaka. Zanim jednak dochodzi do apogeum, Miłosz pomaga jej się rozebrać. Od razu przychodzi na myśl, że kilka nocy wcześniej także musiał dokonać tego aktu, by teraz ponieść konsekwencje.  A właściwie od nich uciec.

Biel

To właśnie biała scena mówi najwięcej bez wykorzystania ani jednego słowa. Ona rozdygotana, skulona w pozycji embrionalnej w wannie. On nie potrafiący spojrzeć jej w oczy. Między parą  pozostały tylko okruchy dawnego uczucia. Gdy Miłosz wchodzi do łazienki, ingeruje w przestrzeń dziewczyny, staje się zupełnie obcy. Nawet bardziej obcy od kogoś znajdującego się w takim samym ułożeniu jak młoda kobieta. Ślad czerwieni widoczny jest już tylko w postaci zadrapań na delikatnych plecach Irki. Ból przeszywający odbiorcę w tej scenie staje się nieznośny, niczym Kunderowska lekkość bytu. Irka realnie przeżywa oniryczne koszmary Teresy. Pragnie, by chłopak uświadomił sobie, iż „nawet własny ból nie jest tak ciężki jak ból z kimś współodczuwany, ból za kogoś, dla kogoś, zwielokrotniony przez wyobraźnię”. Tak samo reżyserka stawia widza w pozycji jeszcze nienarodzonego dziecka. Dzięki zastosowaniu voyeryzmu, modusu siedemnastowiecznego malarstwa holenderskiego, tworzy relację on-ona-ono. Odbiorca jest owym onym, dysharmonizującym intymność, świadkiem stopniowo rozsypującej się miłości.

Stal

Dziewczyna śpi z dłonią wystawioną do uścisku. Chłopak jednak nie jest w stanie jej dotknąć. Długie milczenie przerywa jedynie hangowski dźwięk towarzyszący opuszczeniu hotelu. Para nie trzyma się już za za ręce. Ona idzie pierwsza. On za nią. Zakończenie podróży stanowi bolesna, lecz jakże głęboka wymiana spojrzeń. Achromatyzm sceny uwiera, ale nie pozwala na odwrócenie wzroku. Przeciwnie do bohaterów, widz nie może rozstać się z ekranową inercją. Natomiast obawy co do zbyt banalnego zakończenia, rekompensuje mnogość emocji wyrażanych przez oczy niezwykle dojrzałej Soni Mietielicy. Oczy, które jakby świadomie dla tej sceny przybrały chłodniejszy odcień niż zazwyczaj.

Film przypomina mi „4 miesiące, 3 tygodnie i 2 dni” Cristiana Mungiu. Rzecz w tym, że w gdyńskiej próbie podejścia do kontrowersyjnego tematu akcja rozgrywa się w jeden dzień. Niemniej jednak produkcje łączy wybór hotelu jako planu zdjęciowego. Miejsca tymczasowego pobytu, w którym człowiek pozostaje zamknięty w pokoju na klucz anonimowości za drzwiami wyobcowania. Paradoksalnie, to bliscy stają się sobie nieznajomymi, mimo iż unifikuje ich sytuacja, której waga została dodatkowo podkreślona przez ciasne pomieszczenie. Mimo to Emilia Zielonka umiejętnie zadbała o stworzenie przestrzeni dla widza, pokazując tym samym, że zależy jej na dyskusji. W każdej scenie konsekwentnie udowadnia, że głównym zadaniem dzieła filmowego jest uruchomienie drugiego człowieka.

Realizacja znacznie bardziej została doceniona za granicą, aniżeli w Polsce. Zdobyła aż dziesięć nagród, m.in. na festiwalu w Busanie oraz Jenie. Śmiem jednak sądzić, że największym zaszczytem dla twórców obrazu według scenariusza Agaty Koschmieder będzie otwarcie się widowni na dialog ze sztuką, chęć zmierzenia z tak trudnym tematem. A w samym tytule zawarta jest wskazówka, jak należy go potraktować.

Anna Zalewska


Praca nagrodzona wyróżnieniem w konkursie na recenzję filmu krótkometrażowego Młodzi o Młodych!