W odblaskach wschodu słońca po nieprzespanej nocy. O wizji młodości Michała Marczaka

W odblaskach wschodu słońca po nieprzespanej nocy. O wizji młodości Michała Marczaka

Ulice Warszawy zdają się być labiryntem pośród nieskładnych kroków bohaterów, nie sposób się zorientować, gdzie dokładnie w danej chwili się znajdujemy, ale to nie ma znaczenia – jesteśmy tu i teraz, światła wielkiego miasta rozpraszają nasz sen i wyostrzają rzeczywistość. Możemy być pewni, że zanim w końcu zaśniemy, przeprowadzimy całe mnóstwo nieskładnych rozmów, prowadzonych nad rzeką i na obrzeżach parków, przerwanych w połowie zdania i dokańczanych ukradkiem o świcie. Wszystkie nieprzespane noce wiele zyskują po seansie, ponieważ gdy wspominamy ten film, jest on dla nas niepoukładaną mozaiką wydarzeń, które osobno zdają się nie mieć znaczenia, ale razem – oddają to, kim jesteśmy. Jest dla nas podobną układanką, jak nasze wspomnienia z dni, kiedy porzucamy główny nurt codzienności, aby zagiąć odrobinę rzeczywistość i zapytać: jak żyć?

Michał Marczak to twórca znany z kina dokumentalnego i częściowo taki charakter mają Wszystkie nieprzespane noce. Forma uzupełnia treść przypadkowych spotkań i rozmów – mamy do czynienia z kamerą z ręki, z rozmaitymi kątami widzenia, trochę tak, jakbyśmy usiedli gdzieś w kącie sali i podpatrywali imprezujących bohaterów (co może zdarza nam się czasem robić w rzeczywistości?). Klimat całej historii przywołuje na myśl dzieła twórców Francuskiej Nowej Fali, które również nierzadko ukazywały bohaterów błąkających się po miastach, wędrujących od kawiarni do kawiarni i prowadzących dyskusje o tożsamości, sztuce i marzeniach. Film Michała Marczaka zanurza nas również w klimacie nieustającej imprezy bez przyczyny i bez końca, bez rozważania, kiedy właściwie bohaterowie znaleźli na to czas i co robili pomiędzy – otrzymujemy kaskadę neonowych świateł, duszne, zadymione przestrzenie, koncentrację na detalach – zbliżenie na dym wydmuchiwany na tle słońca i odblaski na skórze bohaterów.

Z drugiej strony, można narzekać, że poza formą niewiele się tutaj dzieje, że to swoista, wizualna wydmuszka, ale nie – fabularnie mamy kilka zwrotów, które sugerują, że do czegoś to wszystko prowadzi. Spotkanie (po tygodniach? Miesiącach?) z przyjacielem jest pełne emocji, chociaż oszczędne w słowach, ukazujące, że o rzeczach abstrakcyjnych możemy rozmawiać bez końca, ale w sprawach, które pociągają za sobą silne emocje, nie potrafimy odnaleźć właściwych słów. A może one nie istnieją? Jak czytamy we Fragmentach dyskursu miłosnego Rolanda Barthesa, w sferze uczuć wszystko już zostało powiedziane, ale może z tego, co już zostało powiedziane, nadal nie możemy wybrać sformułowań, które określałyby to, co mamy w głowie? Oprócz przypadkowych spotkań nasyconych emocjami pojawiają się rozstania i wyrzuty sumienia, nowe relacje, w które się angażujemy, ale już nie bezwarunkowo i nie całym sobą – stajemy się ostrożniejsi, bardziej wycofani. Chociaż to w relacjach z innymi ludźmi bohaterowie Wszystkich nieprzespanych nocy odnajdują siebie, każda kolejna może ich skrzywdzić. Gdzie jest złoty środek? Jakie panują zasady tej gry? A może nie ma żadnych zasad i gra jest taka, jak ten film – poplątana, fragmentaryczna, oderwana od rzeczywistości?

Na uwagę zasługuje trójka młodych aktorów – Krzysztof Bagiński, Michał Huszcza i Eva Lebeuf – w tym, co robią i w jaki sposób opowiadają o swoich marzeniach wydają się być zachwycająco szczerzy, dzięki temu nietrudno jest się z nimi zidentyfikować. Ciekawym zabiegiem jest to, że rzadko dowiadujemy się, co było faktyczną przyczyną rozstań, czy zmian planów życiowych bohaterów. Podkreśla to wrażenie, że sami młodzi ludzie nie byli pewni, jak do tego doszło – miłości przemijają i czasami niełatwo zdefiniować, co było tego przyczyną, przyjaciele przychodzą i odchodzą. Ostatecznie błąkamy się pozornie bez celu od miejsca do miejsca (po warszawskich ulicach o wschodzie słońca), co ma wiele wspólnego z egzystencjalnym poszukiwaniem swojej życiowej drogi.

Wszystkie nieprzespane noce to może niekoniecznie film o pokoleniu, bardziej byłby to portret pewnej określonej grupy, silnie osadzonej w realiach mieszkańca stolicy. Niemniej jednak, jest to również opowieść o młodości, jaka by ona nie była, a więc pełna błędów i niezrozumienia, niepewności i ekscytacji wszelkimi drobiazgami, które potem zdają się tracić znaczenie. Dla rówieśników bohaterów może być to obraz kolejnej, niekończącej się imprezy, dla starszych – podróż w bliższą lub dalszą przeszłość, w którą wybierają się razem z głównym bohaterem i razem z nim w kaskadzie krzyków i neonowych świateł próbują odnaleźć odłamki tożsamości.

Iga Pękala


Praca nagrodzona wyróżnieniem w konkursie na recenzję Młodzi o FPFF!