Rodzina. O „KRÓLEWICZU OLCH” Kuby Czekaja

Rodzina. O „KRÓLEWICZU OLCH” Kuby Czekaja

Jednym z najpopularniejszych tematów, jakie były, są i najprawdopodobniej już zawsze będą podejmowane przez filmowców na całym świecie jest instytucja rodziny. Polska nie jest pod tym względem wyjątkiem. Weźmy pod lupę chociażby dwa najgłośniejsze filmy zeszłorocznego Festiwalu Filmów Fabularnych w Gdyni: „Cichą noc” oraz „Wieżę. Jasny dzień”. Te dwa znakomite debiuty różni nieomal wszystko, ale jedno z całą pewnością łączy. Zarówno w dziele Piotra Domalewskiego jak i w obrazie Jagody Szelc w centrum ekranowych wydarzeń znajduje się właśnie rodzina, a dynamika relacji pomiędzy jej członkami napędza fabularną maszynerię. Rok wcześniej o gdyńskie Złote Lwy ubiegał się inny twórca, który ma na ten temat do powiedzenia dużo nowego. Mowa tutaj oczywiście o Kubie Czekaju oraz drugim pełnometrażowym obrazie jego autorstwa – „Królewiczu Olch”.

Dziecko

W centrum większości filmowych projektów Czekaja znajduje się właśnie dziecko. W debiutanckim „Baby Bump” był to jedenastoletni Mickey House mierzący się z trudami dojrzewania, własną matką oraz monstrualnymi mysimi uszami. We wcześniejszych projektach krótkometrażowych autor również na pierwszym planie portretował najmłodszych: w „Ciemnego pokoju nie trzeba się bać” funkcję tę pełniła nastoletnia dziewczynka o uroczym pseudonimie „Łata”, a w „Twist & Blood” chłopczyk ze skłonnościami samobójczymi, pieszczotliwie przez swoją jedyną przyjaciółkę nazywany „Brzusiem”. Protagonista „Królewicza Olch”, w przeciwieństwie do pozostałych wymienionych przeze mnie postaci z filmowego świata Czekaja, nie może pochwalić się żadnym ciekawym lub zabawnym przydomkiem. Wiemy o nim tyle, że ma czternaście lat, ponadprzeciętną inteligencję oraz problemy z komunikacją międzyludzką. Ogromna wiedza oraz wręcz nieograniczone możliwości są dla chłopaka zarówno darem jak i przekleństwem. To właśnie z ich powodu apodyktyczna matka wymaga od niego kolejnych dyplomów i wyróżnień. Jej największą obsesją staje się nagroda ufundowana przez Europejskie Towarzystwo Fizyczne. Bohater ewidentnie nie radzi sobie z ciągłą presją, jaką wywiera na niego żądna sukcesów rodzicielka. Postanawia się więc zbuntować. Gdy matka sprzeciwia się zakupom rolek, chłopak skręca sobie prowizoryczną wersję z kilku kółek i kawałka deski. Na wymagania rodzicielki względem nauki odpowiada zaś zaniedbaniem projektu na konkurs, nieodrabianiem zadań domowych i ubliżaniem nauczycielce od niemieckiego. Sam Czekaj określa postawę bohatera słowami: „Zaczyna badać granice wolności, ale chce robić to na własną rękę i na własnych warunkach. Próbuje się wyzwolić spod wpływu dorosłych, robi woltę wobec wyznawanych przez nich wartości.”. Chłopaka cechują również, podobnie jak „Brzusia” i Mickiego House’a, skłonności autodestrukcyjne. W przypadku bohaterów „Twist & Blood” oraz „Baby Bump” objawia się to w formie samookaleczania („Brzusio” notorycznie podcina sobie żyły, a Mickey próbuje siłą pozbyć się mysich uszu). Przypadek „Królewicza Olch” jest nieco bardziej skomplikowany, ponieważ bezimienny chłopak nie zadaje sobie żadnych fizycznych cierpień. Bohater wyniszcza się od środka poprzez obsesyjną wręcz identyfikację z bohaterem ballady autorstwa Johanna Wolfganga Goethego.

Matka

Samotna, apodyktyczna i nadopiekuńcza. Bohaterka nieomal jednoznacznie negatywna. Swoje niespełnione ambicje i niezrealizowane plany przelewa na syna, wymagając od niego wygrywania kolejnych konkursów i zdobywania coraz bardziej prestiżowych nagród. Sobie samej poprzeczki za wysoko nie stawia – ogranicza się do dorywczej pracy jako opiekunka dla dzieci (trzy razy w tygodniu). Podczas rozmowy z profesorem pochodzącym zza granicy na jaw wychodzą jej elementarne braki w edukacji – nieumiejętność posługiwania się językiem angielskim. Po znaczącej kłótni z synem okazuje się, że kobieta ma także problemy z nadużywaniem alkoholu. Jej nocna eskapada do klubu kończy się przymusową wizytą na posterunku policji. Główny bohater komentuje tę sytuację podczas rozmowy z profesorem wspominając, że po alkoholu „jego matka zawsze znika”. Tym sposobem kobieta dołącza do grona nieudolnych rodzicielek, które Czekaj z uporem portretował już w swoich poprzednich projektach – przede wszystkim w „Baby Bump” oraz „Twist & Blood”.

Ojciec

Niezwykle tajemniczy, pojawia się dopiero w mniej więcej połowie filmu. Reżyser opisuje go słowami: „Postać, która pozostaje w cieniu, symbolizuje: naturę, waleczność, siłę i pewien rodzaj niebezpieczeństwa… Poprzez mężczyznę próbowaliśmy zbudować postać współczesnego rycerza.”. Z tego powodu bohater jest konsekwentnie portretowany jako uosobienie męskości. Silny, dobrze zbudowany, jeżdżący na motorze oraz mieszkający samotnie w leśnej głuszy. Protagoniście szybko zaczyna imponować wiedza praktyczna, jaką dysponuje jego ojciec, sytuująca się w wyraźnej opozycji do teorii, która jest domeną chłopaka jako naukowca. Fascynacja bohatera znajduje swoje ujście w przeprowadzce do domu mężczyzny oraz rytuale postrzyżyn – w pewnym momencie chłopak prosi tatę, aby ten obciął mu włosy. W kulturze dawnych Słowian obrzęd ten symbolizował przechodzenia syna spod opieki matki pod zwierzchnictwo ojca.

Rodzina

Jako całość rodzina w „Królewiczu Olch” praktycznie nie funkcjonuje. Relacja matki i syna jest toksyczna. Ciągłe kłótnie, wyrzuty i kolejne wymagania tylko pogorszają i tak już tragiczny stan rzeczy.  Kobieta nie jest w stanie i śmiem twierdzić, że nawet nie próbuje wypełnić luki spowodowanej brakiem figury ojca w rodzinie. Mężczyzna jednak w końcu sam, zachęcony zaproszeniem na urodziny, pojawia się w życiu chłopaka. Skutkuje to wspomnianą w akapicie wyżej fascynacją, która jednak w ostatecznym rozrachunku do niczego nie prowadzi, ponieważ nie powstrzymuje głównego bohatera przed sfinalizowaniem planu „przeniesienia się do innego wymiaru”. Dla swoich bohaterów Czekaj zdaje się nie widzieć żadnej nadziei. Rozpad rodziny nastąpił długo przez wydarzeniami wchodzącymi w skład filmowej diegezy i nic nie jest w stanie doprowadzić do jej ponownego zjednoczenia.

Forma

Pisząc o kinie Kuby Czekaja nie sposób nie odnieść się do jedynego w swoim rodzaju stylu reżysera. Twórca garściami czerpie z często kiczowatej, teledyskowej estetyki przetwarzając ją na swoją modłę. Apogeum stylu Czekaja mogliśmy doświadczyć oglądając „Baby Bump” – oficjalny debiut młodego reżysera, nad którym jednak zaczął on pracować później niż nad „Królewiczem Olch”. Być może to właśnie z tego powodu jego chronologicznie drugi film jest pod względem formalnym zdecydowanie bardziej stonowany, mniej agresywny. Nie do końca ukształtowany styl reżyserski w tym szczególnym przypadku działa na korzyść obrazu. Nie odrzuca odbiorcy (tak jak czyniło to „Baby Bump”), a wręcz przeciwnie – sprawia, że ten ma ochotę na więcej.

Przyznam szczerze, że podchodziłem do „Królewicza Olch” Kuby Czekaja, eufemistycznie mówiąc, z dużą rezerwą. Jego pierwszy film zupełnie nie przypadł mi do gustu, więc nie wiązałem z drugim jakichkolwiek nadziei. Biję się jednak w piersi, dawno nie wyszedłem z kina tak pozytywnie zaskoczony. Z dużo większym entuzjazmem będę wypatrywał następnego projektu reżysera, którym najprawdopodobniej będzie „Sorry Polsko”. Za scenariusz o tym tytule twórca odebrał już nagrody na Berlinale i w Cannes. Apetyt rośnie w miarę jedzenia – Kuba nie czekaj zbyt długo z kolejnym filmem.

Jan Brzozowski


Praca nagrodzona wyróżnieniem w konkursie na recenzję Młodzi o FPFF!