Olga Stolarczyk: O filmie „Kwartet na koniec czasu” (1983)

Olga Stolarczyk: O filmie „Kwartet na koniec czasu” (1983)

Alfonso Cuarón w swym dyplomowym filmie opowiada historię młodego inteligenta borykającego się z egzystencjalną samotnością. Anonimowy bohater jest w tej walce swym własnym przeciwnikiem — uwięziony we własnym mieszkaniu, tak naprawdę jest więźniem swej własnej głowy.

Film rozpoczyna się od sceny, w której bohater siedzi w wannie z książką na głowie. Obok niego leży malutki żółw. Mężczyzna stwierdza, że żółw potrzebuje imienia — nazywa go więc, powtarzając tym samym biblijny gest stwarzania poprzez Słowo. Od tej pory żółw nie jest już zwykłym żółwiem — jest stworzeniem, które stanowi istotny element rzeczywistości bohatera. Z książki, która do tej pory leżała na głowie mężczyzny, dowiadujemy się, że dzięki umiejętności rozszerzania i zwężania swego ciała, żółw zdolny jest schować się w całości w swej własnej skorupie. Bohater wyczytuje również, że system nerwowy oraz zachowanie żółwia są bardziej skomplikowane, niż mogłoby się wydawać. Mężczyzna patrzy na żółwia jakby z uznaniem, a następnie zanurza się cały w wodzie.

Dopiero po tej scenie pojawiają się napisy. Poznajemy twórców filmu oraz jego tytuł: Kwartet na koniec czasu. Cuarón podobny zabieg zastosował w swej najnowszej Romie (2018) – tam też jesteśmy od razu wrzuceni w pewną rzeczywistość, która na początku jest dla nas niejasna. Co ciekawe, zarówno Kwartet, jak i Roma rozpoczynają się od scen z motywem akwatycznym. W Romie główna bohaterka otwiera film, myjąc podłogę – jako pierwsze widzimy fale brudnej wody, spływające do studzienki. Kwartet rozpoczyna, opisana wyżej, scena kąpieli w wannie.

Główny bohater Kwartetu żyje samotnie w dużym mieszkaniu, otoczony książkami oraz reprodukcjami obrazów. Poza żółwiem towarzyszy mu też mała rybka, którą trzyma w słoiku. W jednej z pierwszych scen, podczas porannego golenia, mężczyzna oznajmia, że ma dziś depresyjny nastrój, więc zamiast windy, postanawia skorzystać ze schodów. Zwierzenie to jest pierwszą oznaką stanu psychicznego, który przeżywa bohater. Gdy po powrocie do domu napuszcza wodę do wanny, jego wzrok pada na rybkę w słoiku. Zakręca wodę i wpuszcza rybkę do wanny. Przez chwilę obserwuje jak pływa, usiłuje ją złapać, a gdy mu się to nie udaje – wyciąga korek. Wody powoli ubywa, rybka walczy z wciągającym ją wirem, lecz ostatecznie przegrywa. Bohater patrzy na to bez emocji. Być może jednak dokonuje właśnie porównania – sam jest rybką, czy raczej żółwiem…? Przegra z prądem, który ciągnie go w dół, czy uda mu się schować w samym sobie i przeczekać niebezpieczeństwo…?

Bohater obiera taktykę żółwia – praktycznie nie wychodzi na zewnątrz, pozostając zamkniętym we własnym mieszkaniu. Siedzi na krześle przed oknem i wparuje się w dal. Co więcej: udaje, że wcale go tam nie ma – na drzwiach zawiesza kartkę, by ewentualni goście zostawiali mu notatkę pod drzwiami. Notatki te przykleja następnie na mapę ścienną, nawet ich nie przeczytawszy.

Jeden tylko raz widzimy bohatera poza jego własnym mieszkaniem. Przechadza się wtedy ulicą, obserwując świat dookoła siebie, jakby widział go po raz pierwszy. Jest okres bożonarodzeniowy, na wystawach dominują święte mikołaje i renifery, wzdłuż chodnika stoją choinki na sprzedaż, a w tle nieco mroczny śmiech (jednego z mikołajów…?). Spacer ten kończy się niepokojącą sceną – wracamy do mieszkania bohatera, patrzymy na ulicę przez okno, przy którym zazwyczaj siedzi on sam, lecz tym razem jest to ktoś inny. Widzimy jego plecy zaledwie przez sekundę, kamera przybliża się bowiem do okna, by lepiej widać było ulicę, na której zobaczymy za chwilę głównego bohatera, powracającego do domu niespokojnym krokiem.

Kolejne sceny są bardzo krótkie i płynnie przechodzą jedna w drugą – mężczyzna jedzie windą, leży na łóżku (oznajmiając, że nie był na zewnątrz od dwunastu dni), potem widzimy go na dachu budynku, gdy nocą ogląda neony. Po tym małym kolażu scen następuje ta najważniejsza – koncert jego samotności. Bohater rozkłada nuty przed oknem. Na stojaku umieszcza także żółwia, a do rąk bierze klarnet. Przez ułamek sekundy zaobserwować można tytuł utworu, który za chwilę usłyszymy – jest to Kwartet na koniec czasu Oliviera Messiaena. Dzieło to ma niezwykłą historię, pierwszy raz zostało bowiem wykonane w obozie jenieckim w Zgorzelcu w roku 1941. Olivier Messiaen większą część utworu napisał także w obozie, co nadaje dziełu niezwykłego znaczenia. Po wojnie Kwartet na koniec czasu stanowił punkt odniesienia dla kompozytorów, którzy próbowali tworzyć po tragedii drugiej wojny światowej. Był źródłem nadziei oraz świadectwem wiary, że można przeżyć i stworzyć nawet w sytuacji, która wydaje się końcem dotychczasowego świata.

Bohater filmu Cuaróna wykonuje solo na klarnet, trzecią część kwartetu, która powstała jeszcze przed trafieniem Messiaena do obozu. Ten fragment nie tchnie jednak nadzieją; przeciwnie, zdaje się ukoronowaniem samotności bohatera. Po początkowym zbliżeniu, kamera oddala się od mężczyzny. Widzimy go już tylko przez rozświetlone okienko na czarnym tle budynku, pochłoniętego przez mrok nocy.

Po tym samotnym, nocnym koncercie, bohater popada w jeszcze głębszą depresję. Gdy usiłuje wyjść z mieszkania, sąsiad wygraża mu za nocne granie, które nie dało spać całej jego rodzinie. Bohater jest bezbronny wobec tych zarzutów — nie usiłuje przepraszać czy się usprawiedliwiać, po prostu wchodzi z powrotem do mieszkania. Zaczyna spać w szafie, gdzie uwierają go buty. Na śniadanie zjada parówkę, którą popija wodą lub herbatą. Znowu zasiada przy swoim oknie i dmucha balony. Jednego z nich wyrzuca przez otwarte okno i dokładnie obserwuje, jak spada. Następnie wyrzuca wszystkie balony, które wiatr rozwiewa na różne strony świata. Po wyrzuceniu wszystkich, stwierdza enigmatycznie, że może zrobi to jutro. Nie wiemy jednak, co ma na myśli.

Kilka sekund później widzimy elegancko ubranego bohatera, który zamyka okno, a następnie pewnym krokiem wychodzi z mieszkania. Przywołuje windę, po chwili jednak rezygnuje i ucieka. Tym razem kamera nie podąża za mężczyzną, nadal obserwujemy windę, z której wychodzi operator i rozgląda się za pasażerem. Dopiero wtedy kamera powoli przesuwa się w stronę, gdzie zniknął bohater. Widzimy długi biały korytarz i otwarte drzwi do mieszkania mężczyzny. Przybliżamy się do nich, wędrujemy przez puste pokoje. Kamera zatrzymuje się dopiero na otwartym oknie, przy którym tym razem nikogo już nie ma.

Co stało się z bohaterem? Możemy się jedynie domyślać. Narzucającą się interpretacją jest oczywiście samobójstwo mężczyzny. Oznaczałoby to, że mimo obrania strategii żółwia, okazał się być słabą rybką, która przegrała z wciągającym ją wirem, choć przecież to woda jest jest żywiołem. Bohater przegrał z samym sobą – schowanie się w skorupie własnego mieszkania nie tylko nie pomogło mu przeczekać zagrożenia, którym był sam dla siebie, lecz jeszcze pogłębiło jego depresję.