Namiętna wojna

Namiętna wojna

Zula (Joanna Kulig) i Wiktor (Tomasz Kot) leżą na łące. Mężczyzna zwrócony jest ku niebu, kobieta — ku ukochanemu. On – spokojny i zamyślony. Ona – energiczna i niecierpliwa. Tym, co wysuwa się na plan pierwszy, jest zainteresowanie, jakie Zula okazuje Wiktorowi, zadając mu kolejne pytania: to o gust muzyczny, to o wiarę w Boga. Inicjatywa, którą dziewczyna przejmuje, sama udzielając odpowiedzi na pytania, które zadała ukochanemu, sygnalizuje widzowi, kto będzie wyznaczał bieg obserwowanej tu relacji. Co więcej, podparta ręką głowa podnosi sylwetkę dziewczyny nieco ponad Wiktora, który leży na plecach — i jest to kolejny, subtelny obraz władzy Zuli. Pytania, które padają z jej ust, są nie tylko próbą lepszego poznania drugiej osoby, ale również okazją do przygotowania mężczyznę na to, co ukochana pragnie wyznać — a mianowicie, że donosi na niego komunistycznej służbie bezpieczeństwa. Chociaż, jak po chwili wyjaśnia, donoszenie to zbyt duże słowo — bo informacje, które przekazuje, w żaden sposób nie szkodzą Wiktorowi. Mimo to mężczyzna postanawia odejść. Kobieta, aby go zatrzymać, ucieka się do najprostszego rozwiązania, a mianowicie do szantażu emocjonalnego. Strategia działa. Tych kilka minut jednej z początkowych scen filmu nakreśla nie tylko gatunek Zimnej wojny Pawła Pawlikowskiego, ale również relację Zuli i Wiktora, głównych bohaterów tego melodramatu.

Nieprzypadkowo posługuję się określeniem ,,relacja”, bo trudno mówić o związku w przypadku tego, co łączyło dwójkę głównych bohaterów filmu Pawlikowskiego. Nicią ich znajomości jest namiętność, którą reżyserowi udało się odwzorować nie tyle za pośrednictwem scen erotycznych, co przy pomocy oszczędnych do granic możliwości dialogów, gestów i mimiki. Co więcej, jest to namiętność, która łączy artystę z krwi i kości (Wiktor) oraz młodą dziewczynę: inteligentną, zdecydowaną, ale posiadającą wiele kompleksów (Zula). W ten oto sposób powstaje relacja, w której kobieta ulega urokowi wybranka, całkowicie mu się oddając, a jednocześnie wiedząc, co zapewni jej życiową stabilizację i z czego nie może zrezygnować (posada w zespole Mazurek). Mężczyzna, oprócz uroku ukochanej, ulega także romantyzmowi pomieszanemu z dekadentyzmem. Scena na łące ukazuje to doskonale, ponieważ to ona spogląda na niego, a on patrzy w niebo. Można to potraktować w taki sposób, że Wiktor buja w obłokach, a Zula spogląda na rzeczywistą postać i rozmawia o sprawach, które w procesie tworzenia związku są niezwykle istotne – wiara w Boga, zainteresowania czy właśnie fakt, że dziewczyna donosi, bo pragnie zachować posadę w zespole (która jest jedynym, co posiada). Artysta ,,schodzi na ziemię” dopiero, kiedy ukochana mówi o donosie i również wtedy, nie próbując zrozumieć Zuli. Decyduje się na odejście, z którego rezygnuje w wyniku manipulacji, jaką jest gra na emocjach.

Dalsze losy bohaterów potoczą się w taki sam sposób jak ta jedna pozornie sielankowa sytuacja. Dziewczyna będzie podejmowała dokładnie przemyślane, rozsądne decyzje — nierzadko wbrew temu, co dyktuje serce. Mężczyznę natomiast napędzać będą emocje. Wiktor żyje od jednej decyzji Zuli do kolejnej. Tomasz Raczek, w wywiadzie udzielonym Jarosławowi Kuźniarowi dla OnetRano powiedział, że Zimna wojna często jest porównywana z Casablancą. Biorąc pod uwagę, że oba filmy są melodramatami oraz, jak stwierdził Kuźniar: ,,dymu [papierosowego] jest tam prawie tyle samo”, można się z tym zgodzić. Jednakże, relacja Zuli i Wiktora o wiele bardziej przypomina temperament związku Stelli i Stanleya, bohaterów filmu Tramwaj zwany pożądaniem. Idąc dalej, pożądanie wyznaczające rytm życia, a także obłęd, do jakiego doprowadza bohatera filmu Pawlikowskiego ma wiele wspólnego z Koneserem. Jeśli chodzi o emocje, jakie kierują Wiktorem (namiętność, porywczość, pożądanie) to inspiracji należy się doszukiwać przede wszystkim w dziełach epoki romantyzmu – bohater filmu Pawlikowskiego to lepsza wersja Wertera: ckliwego artysty z masochistyczymi skłonnościami. Gdybanie i szydzenie z europejskiego romantyzmu zawsze wydaje się ciekawe, a postępowanie Wiktora tym bardziej do tego zachęca, ale jeśli pragniemy odszukać jawnych inspiracji dziełami kultury w Zimnej wojnie to nie możemy obojętnie przejść obok dramatów Williama Shaekspeara — Joanna Kulig śpiewająca w wodzie to przeniesienie (niemal 1:1) obrazu Ofelia Johna Everetta Millais’a.

A skoro jesteśmy przy postaci Zuli to nie da się nie zauważyć jak bardzo jej bohaterka przypomina Scarlett z Przeminęło z wiatrem. Bohaterka polskiego filmu chociaż zdecydowana od samego początku, niejednokrotnie gubi się przez własne kompleksy — decyzja o pozostaniu w kraju, zazdrość o inną kobietę, wyrzucenie płyty, etc.. Zula, podobnie jak Scarlett stopniowo dorasta i staje się pewną siebie kobietą, której decyzje, choć wciąż radykalne to z biegiem czasu nie zostają zachwiane przez pojedyncze sytuacje (nierzadko dyktowane kompleksami), a po prostu mają swój początek i koniec, czego niezbitym dowodem jest ostatnia scena Zimnej wojny.

Pawlikowski nakręcił niezwykle prosty, niekiedy mdły melodramat, ale oprócz cudownych ludowych melodii wybrzmiewających z ekranu, zapierających dech w piersiach zdjęć, mamy subtelnie lecz dobitnie zarysowany kontekst historyczny, jakim jest zimna wojna. Co więcej — chociaż dostrzegamy namiętność i balansowanie na granicy miłości oraz nienawiści to tak naprawdę, do ostatnich minut filmu, widz nie ma pewności, które z uczuć przeważa w relacji Zuli i Wiktora. Jak już wspominałam, jedną z największych zalet tego melodramatu jest zrezygnowanie z przeładowania produkcji scenami erotycznymi po to by w najprostszy z możliwych sposobów ukazać namiętność łączącą bohaterów. Reżyser postawił na aktorów i, jak się wydaje, całkowicie im zaufał, co okazało się trafne. Oprócz tego, że Joanna Kulig i Tomasz Kot swoją grą opierającą się na gestach, spojrzeniu, mimice twarzy, tonacji głosu ukazali namiętność i pożądanie, jakie może połączyć dwoje ludzi, to także pozostali bohaterowie – Agata Kulesza, Borys Szyc, w ten sam sposób wprowadzili widzów w bardzo trudny i ważny okres w historii Polski. Zimna wojna pomimo, że jest osadzona tak mocno w kontekstach (historycznych, literackich, etc) to jest być może jednym z najbardziej uniwersalnych filmów w historii kina polskiego. Film Pawlikowskiego to jeden z najlepszych przykładów na to, że oszczędność środków nie wyklucza bogactwa wyrazu. Recepcja Zimnej wojny pozwala przypuszczać, iż uniwersalizm i minimalizm to klucze do serc ludzi z całego świata.

Karolina Kisiołek