Muzyka opowiada

Muzyka opowiada

Spokojny, letni dzień. Na owianej wiatrem, ogrodzonej lasem i rzeką łące leży dwójka bohaterów. Kobieta wyraźnie przygląda się pogrążonemu w półśnie mężczyźnie. Beztroski klimat dnia burzy wyznanie bohaterki, po którym romantyczna schadzka dobiega końca. Odchodzącemu w dal mężczyźnie, z nonszalancko zarzuconą marynarką, zostaje przeciwstawiony dźwięk mocnego uderzenia o taflę wody. Widoku unoszącej się na powierzchni i śpiewającej kobiety nie sposób nie powiązać z obrazem tragicznej śmierci szekspirowskiej Ofelii, przestawionej na prerafaelickim płótnie. Dzieło Johna Everetta Millaisa symbolizuje niespełnioną miłość, cierpienie i wczesną śmierć.

Muzyka, obok dialogu i odgłosów naturalnych, jest integralnym składnikiem dzieła filmowego. Jej rola może polegać na rozbudowaniu pozamuzycznych odniesień poprzez wpisanie w kontekst fabuły, sytuacji historycznej, kulturowej, czy osobistych uwikłań bohaterów. Paweł Pawlikowski od początku zapowiadał, że muzyka będzie stanowiła jeden z najważniejszych elementów jego najnowszego dzieła. Utwory w Zimnej wojnie wypełniają niemal każdą ze scen, a muzyka, niczym narrator, opowiada o relacji głównych bohaterów.

Zimna wojna to prosta historia o skomplikowanym uczuciu. Czerń i biel oddają charakter lat 50. i 60. XX wieku –  czasów bez wyrazu, w których jasna była jedynie granica oddzielająca Wschód z Zachodem. Konstrukcja otwarcia filmu zwleka z wprowadzeniem pary tytułowych kochanków. Inteligencka para przyjaciół: Irena Bielecka (Agata Kulesza) i Wiktor Warski (Tomasz Kot), przemierza polskie wsie, rejestrując ludowe pieśni. Artystom towarzyszy „opiekun ideologiczny”, Lech Kaczmarek (Borys Szyc), który daleki jest jednak od zgłębiania ludowości. Idea utworzenia nowego zespołu pieśni i tańca „Mazurek” prowadzi bohaterów do opuszczonego dworku (nazwanego przez Kaczmarka „pałacem obszarników”), czym dopiero otwiera główną akcję filmu. Podczas przesłuchania poznajemy Zuzannę Lichoń (Joanna Kulig) –  tajemniczą i uzdolnioną solistkę, którą wyróżnia wszystko: temperament, inteligencja, spryt, upór, nawet sposób uczesania. Zula od wejścia wzbudza zainteresowanie Wiktora –  kompozytora, będącego jednym z członków komisji. To spotkanie zapoczątkowuje narodziny burzliwego uczucia pomiędzy dwójką artystów, których tyleż łączy, co dzieli. Rolę i znaczenie muzyki w Zimnej wojnie akcentuje już samo otwarcie filmu. Zanim naszym oczom ukaże się jakikolwiek obraz, z czarnego tła wydobywa się ostry dźwięk instrumentu dętego. Biski kadr nagle odsłania przed nami zręczne, spracowane palce regionalnego muzyka, a po chwili przedstawia jego sylwetkę w całej okazałości. Zawstydzone spojrzenie mężczyzny prowadzi kamerę w stronę kolejnego wykonawcy ludowych pieśni oraz nieletniego, niepewnie przyglądającego się całemu zdarzeniu, obserwatora. Dokumentalna forma początkowej sceny wyraża pewną prawdziwość, szczerość. Doświadczenie życiowe bije nie tylko z oczu bohaterów, ale postaw pełnych dyskomfortu i skrępowania. Ich ruchy i czynności wydają się mechaniczne. Autentyczność postaci wzmacnia odbiór filmu. Znakomicie zmontowana scena otwarcia Zimnej wojny nie tylko świadczy o niewątpliwym kunszcie dokumentalisty, jaki posiada Paweł Pawlikowski (Podróż Dostojewskiego, Serbski epos, Podróż z Żyrinowskim). Jej znaczenie możemy również odbierać jako swego rodzaju prolog do filmu. Charakter utworów śpiewanych przez miejscowych artystów nawiązuje do trudnej relacji, kłótni i nieszczęśliwej miłości –  elementów wyrażających przewodnią myśl narracyjną dzieła Pawlikowskiego.

Narracja muzyczna w Zimnej wojnie buduje linię chronologiczną. Począwszy od przesłuchania do „Mazurka”, każdy kolejny występ muzyczny zespołu przenosi akcję główną do innego miejsca Europy: Polski, Berlina, Paryża i Splitu. Ludowa wersja czołowego utworu „Dwa serduszka”, wyśpiewywana radośnie w duecie przez debiutującą Zulę, to wyraz spełnienia marzeń dziewczyny. Jego charakter świadczy również o rodzącym się między bohaterami uczuciu. Kulminacyjnym punktem jest jednak upolitycznienie zespołu pieśni i tańca. Natychmiast przejawia się to w repertuarze „Mazurka”. „Dyrygujący” chórem Kaczmarek dba nie tylko o odpowiedni poziom merytoryczny, ale i wizualny występu. Gdy chór oddaje hołd „wielkim przywódcy proletariatu”, z sufitu dostojnie rozwija się płachta z wizerunkiem Józefa Stalina. Występ „Mazurka” rysuje kontekst zmian społeczno– politycznych, jakie miały miejsce w czasach „żelaznej kurtyny”. Redefinicja charakteru zespołu przyczynia się do podjęcia przez Wiktora decyzji o życiu na emigracji. Podczas muzycznej „manifestacji siły politycznej” po raz ostatni na ekranie widzimy Irenę. Oprócz porządku chronologicznego, muzyka otwiera i zamyka kolejne wydarzenia w życiu Zuli i Wiktora. Czarne klatki, oddzielające poszczególne części fabuły, równie dobrze mogłyby nie istnieć. Dźwięk zapowiada nowy rozdział w życiu bohaterów, czego przykładem może być jazzowa aranżacja „Dwóch serduszek” we francuskim barze. Pierwszy wspólny występ Zuli przy akompaniamencie ukochanego otwiera nowy, „paryski” rozdział w ich życiu. Z kolei scena komponowania ścieżki dźwiękowej do filmu przez Warskiego, którą dopełnia nagłe pojawienie się Zuli, zwiastuje „kolejny rok”. Wplatanie utworów muzycznych stanowi klamrę podsumowującą dotychczasową sekwencję wydarzeń. Ma to miejsce choćby w przypadku sceny przyjazdu Wiktora na występ „miłości swojego życia” do Jugosławii. Smutna aranżacja tytułowej piosenki, podczas której Zula wymownie przymyka oczy, podsumowuje jeden z etapów życia, które wypełnia nieustanna rozłąka.

Zaangażowanie tak szerokiej warstwy muzycznej nie jest przypadkowe i wydaje się kluczowe dla zrozumienia sylwetek postaci granych w filmie. Zula i Wiktor są artystami muzycznymi. Muzyka stanowi budulec ich tożsamości. Miłość do niej spaja losy kochanków. Muzyczny sukces otwiera przed nimi wiele drzwi, a zarazem stanowi pośredni powód ich rozstania. Klimat utworów odzwierciedla stan ducha bohaterów i emocje, jakie towarzyszą im na ekranie. Stąd takie zróżnicowanie gatunków muzycznych. Scena nagrania francuskiej wersji „Dwóch serduszek”, prezentująca zmianę formy, języka i aranżacji utworu, jest jednocześnie obrazem zagubienia bohaterki i kłopotów z akceptacją własnej tożsamości. Podobnych rozterek doświadcza Wiktor. Gdy Zula opuszcza Paryż, załamany mężczyzna improwizuje z zespołem, który w końcu nie nadąża za muzykiem i przestaje grać. Warski w ogóle tego nie zauważa. Pozostaje w rozsypce – sam ze sobą. Charakter jego gry wyraźnie wskazuje na zagubienie, ból i tęsknotę. Kwestie dokonania wyboru: tożsamości i osoby, z którą pragnie się iść przez życie to tylko niektóre z problemów, jakie stawia przed nami Zimna wojna.

Natura języka filmowego pozwala wyrażać i pobudzać stany emocjonalne, a muzyka wzmacnia ich odbiór. O trudach pielęgnowania miłości w czasach „żelaznej kurtyny” Pawlikowski opowiada w niezwykle oszczędny, poetycki sposób. Uczucie głównych bohaterów rozegrane jest na granicy spojrzeń i gestów. Zimna wojna to przede wszystkim film o miłości, która dręczy, buduje, niszczy, pozbawia logiki i jednocześnie nadaje życiu sens. Wielokrotnie już wspominany utwór „Dwa serduszka” stanowi niejako dźwiękową przypowieść. Piosenka o zakazanej miłości, która trwa po kres życia, przewija się podczas trwania seansu i zatacza koło w filmie: coś otwiera, coś zamyka, pojawia się w różnych sytuacjach, ukazując upływ czasu i ewolucję tytułowej Zuli. Brak warstwy muzycznej mógłby podważyć wiarygodność, i tak zresztą dyskusyjnych, scen paryskich.

Gatunkowe umiejscowienie Zimnej wojny jest bardzo trudne –  o ile w ogóle możliwe. Oceniając autorskie kino Pawła Pawlikowskiego trzeba być dalekim od przyjmowania skodyfikowanego system gatunków filmowych, jakie zna kinematografia amerykańska. Gatunek należy raczej definiować ze względu na autora, jako zespół cech, które reżyser realizuje, przekracza lub łączy. Zimna wojna jest produktem krzyżowania się różnych schematów narracyjnych, a jednym z nich niewątpliwie jest musical. W filmie można nie tylko zauważyć takie elementy jak diegetyczna muzyka i obecność powtarzalnych schematów fabularnych. Mimo iż aktorzy nie rozmawiają ze sobą poprzez piosenki, przywołane wyżej numery muzyczne jasno wskazują na rolę muzyki jako elementu rozwijającego akcję główną filmu. Scena nic nie zapowiadającego skoku Zuli do wody, przywołana na początku tekstu, jest nie tylko świadectwem odmienności charakterów głównych bohaterów. To szczere, musicalowe wyznanie miłości, wyrażone radziecką piosenką „Serce” z filmu Świat się śmieje. Muzyka stanowi dominantę dramaturgiczną dzieła, o czym świadczy czołowa i kilkukrotnie powtarzana piosenka „Dwa serduszka”. Z tego też powodu nie sposób oprzeć się wrażeniu, że Zimna wojna zawiera w sobie drobne echa filmu La La Land. I choć dramat Pawlikowskiego, to przy cukierkowej historii Damien’a Chazelle’a gorzka czekolada, oba dzieła zawierają wspólne sobie motywy: począwszy od tytułowego bohatera– muzyka i powtarzalności czołowego utworu, po konsekwencje dokonywanych wyborów, na sprzecznych ambicjach zakochanych w sobie ludzi kończąc.

Film jest sztuką syntetyczną, złożoną z różnych elementów, spośród których muzyka sprzyja odbiorowi obrazów. W przypadku Zimnej wojny jest ona kanwą najnowszego dzieła Pawlikowskiego. Reżyser zdecydował się wzmocnić znaczenie kluczowych scen filmu, dokonując zderzenia nie tylko poszczególnych bohaterów, konfrontujących swe doświadczenia i wrażliwości, ale także różnych stylów muzycznych: folkloru, jazzu i rock’n’rolla. Czas na wpisanie do systemu nowego gatunku filmowego – „poetyckiego musicalu Pawła Pawlikowskiego”.

Honorata Kostro