Miłość w czerni i bieli

Miłość w czerni i bieli

Noc. Ogarnięte mrokiem ulice Paryża. Oczom widza ukazuje się wypełniony pustką pub. Siedzący przy barze samotny mężczyzna wypija ostatnie łyki alkoholu pozostałego w szklance. Czeka. Wyraz jego twarzy daje odczuć obserwatorom rozpacz w jakiej jest pogrążony.

„Jeśli nie przyszła do tej pory, to już nie przyjdzie” – słowa barmanki zdają się pozbawiać go ostatniej kropli nadziei. Mężczyzna czuje, że przyjdzie mu zmierzyć się z odrzuceniem.

Nagle do lokalu wchodzi kobieta. Elegancko ubrana blondynka. Staje w drzwiach. W jej oczach widać tęsknotę. Wraz z jej pojawieniem się, następuje wyczuwalna ulga, połączona jednakże ze wzrostem napięcia spowodowanym pojawiającym się pytaniem „i co teraz?”. Wymiana spojrzeń między bohaterami sprawia, że widz nie ma wątpliwości co do uczucia łączącego tych dwoje.

Kolejne cięcie przedstawia tę samą dwójkę ludzi siedzących przy stole. Następuje między nimi wymiana krótkich, treściwych zdań, które ciężko jest nazwać głęboką rozmową. Pytania odnoszące się do wydarzeń neutralnych wprowadzają między bohaterami niewidzialną ścianę, która w konkretnym momencie zdaje się być nie do zburzenia.

Ujęcie bohaterów w danej scenie zwraca szczególną uwagę. Charakterystyczne dla „Zimnej Wojny” kadry to te, w których postaci widoczne są jedynie od poziomu klatki piersiowej, a nad ich głowami rozciąga się przestrzeń. W przypadku opisywanej przeze mnie sceny, zabieg ten pozwala odbiorcy skupić uwagę jedynie na rozmowie, którą prowadzą Zula i Wiktor i która, choć płytka, ma niemałe znaczenie dla dalszego rozwoju wydarzeń.

Scena, którą opisuję, najbardziej odznaczyła się w mojej pamięci. Na pozór nie wnosi ona do filmu nazbyt wiele. Przecież widzimy jedynie spotkanie w barze. Jednak odczucia zmieniają się, gdy zagłębimy się w kontekst romantyczny, na którym siłą rzeczy opiera się cały obraz.

Głównych bohaterów zimnowojennej opowieści spotykamy w początkowych scenach filmu. Na przesłuchaniu do Zespołu Pieśni i Tańca „Mazurek” dochodzi między nimi do pierwszej interakcji. Zuzanna Lichoń, postać grana przez Joannę Kulig zwraca szczególną uwagę przesłuchującego ją Wiktora Warskiego, w którego wcielił się Tomasz Kot. Jest to szczególny moment w kontekście całej fabuły, gdyż poczynając od niego, możemy przewidywać rozwinięcie dalszych losów tych dwojga.

Ich uczucie znajduje się na pierwszym planie przez niespełna półtorej godziny. Muzyka, widowiskowe przedstawienia, konflikty zbrojne – to wszystko jest jedynie tłem dla rozgrywającego się romantycznego danse macabre.

Film Pawła Pawlikowskiego należy do gatunku dramatu, tudzież melodramatu. Szeroko rozwinięty wątek miłosny jest tu przeplatany tragicznymi zrządzeniami losu, utrudniającymi kochankom bycie razem. Poczynając od prób kontrolowania Wiktora przez Kaczmarka i wykorzystywaniu do tego celu Zuli, poprzez jednoosobową, w efekcie, ucieczkę poza granice kraju. Dochodząca do tego rozłąka oraz mniej lub bardziej angażujące związki z innymi. Wreszcie zderzenie z szarą codziennością, w której trwanie przy kimś okazuje się znacznie trudniejsze, niż mogłoby się wydawać. Wszystkie te elementy składają się na obraz tragicznej historii miłosnej. Pięknej w fabule i treści, lecz ciężkiej do przeżycia.

Świat przedstawiony ukazany jest w barwach stonowanych i względem siebie kontrastujących –  czerni i bieli. Oddaje gorzki, posępny klimat ówczesnego okresu historycznego.  Z tak zastosowanej kolorystyki wnioskować można o próbie przedstawienia dwóch skrajnych rzeczywistości połowy XX wieku, jak również światów dwojga, darzących się głębokim uczuciem, ludzi, tak bardzo od siebie odmiennych. Świat wojny i biedy w opozycji do świata muzyki i wyższych sfer. Obserwujemy między innymi ewolucję Zuli, która przechodzi z roli dziewczyny wykonującej regionalne piosenki do artystki większego formatu, obracającej się wśród paryskiej elity.

„Zimna wojna” to przede wszystkim tragiczna historia miłosna rozgrywająca się na tle europejskich konfliktów zbrojnych, przeplatana charakterystyczną muzyką i tańcem. Moim zdaniem tytuł nie oznacza jedynie okresu historycznego, w którym rozgrywa się akcja. ‘Wojną’ równie dobrze określić można sytuację pomiędzy głównymi bohaterami – Zulą oraz Wiktorem. W trakcie filmu obserwujemy, jak wiele wysiłku kosztuje ich bycie razem. Z jak mnóstwem wzlotów i upadków, zerwań i ponownych zejść muszą się zmierzyć, by wreszcie doznać pełni spokojnego szczęścia w swoich ramionach. Jak się okazuje, na wieczność. ‘Zimne’ zaś są stosunki nie tylko na międzynarodowej arenie politycznej, ale również między postaciami. Gorące emocje łączące wspomnianych wyżej kochanków, motywujące ich do kolejnych spotkań, stykają się z oschłymi realiami, które wystawiają uczucia na silną próbę.

Odbiór miłosnej historii zagranej przez Joannę Kulig i Tomasza Kota wzmacniają fakty, na które powołuje się sam Paweł Pawlikowski. Perypetie bohaterów inspirowane są wydarzeniami z życia rodziców reżysera. Losy ich nie były usłane różami. Profesje i sytuacje życiowe różniły się od tych, przedstawionych w filmie. Jednak, jak sam twórca mówi, „Rodzice byli nietypową parą. Ich związek i życiowe zakręty – rozstania, powroty, wyjazd za granicę… Wszystko to głęboko we mnie tkwiło. Ich skomplikowana miłość jest dla mnie jak gdyby matką wszystkich historii miłosnych.”

Dla mnie osobiście ‘Zimna wojna’ jest opowieścią o rozbieżności pomiędzy tym, co upragnione, a tym, co rozsądne. Tym, co gra w sercu oraz tym, co weryfikowane jest przez rzeczywistość dnia codziennego.  Film doskonale pokazuje brutalne, acz życiowe i całkowicie realne zderzenie między naszymi wizjami, celami i pragnieniami do których zmierzamy, a ścianami i przeszkodami w postaci imponderabiliów dnia codziennego. Rutyna, nawyki, a także szara rzeczywistość doskonale sprawia, że nasz świat traci swój kolor, w efekcie czego przybiera barwy „Zimnej Wojny”.

Natalia Szczepanek