Katarzyna Jarczak: Miłość czy wyobrażenie z kina? — „Bezsenność w Seattle” (1993)

Katarzyna Jarczak: Miłość czy wyobrażenie z kina? — „Bezsenność w Seattle” (1993)

„To dwa razy się nie zdarza” stwierdza w pierwszych minutach filmu „Bezsenność w Seattle” (1993) główny bohater, wdowiec wychowujący syna, Sam Baldwin (w tej roli Tom Hanks). Mężczyzna pogrążony w żałobie nie jest gotowy na nowy związek — wręcz odrzuca od siebie myśl, że mógłby ponownie się zakochać. Przeprowadzka z Chicago, gdzie wszystko kojarzy mu się ze zmarłą żoną, do spokojnego Seattle, ma być dla niego nowym startem. Okazuje się, że nie jest to łatwe, więc jego synek Jonah postanawia wziąć sprawy we własne ręce. Chłopiec dzwoni do radia, gdzie na antenie oznajmia, że chce znaleźć dla ojca nową żonę. Sam ulega intrydze i na wizji opowiada o tym, jak wspaniała była jego ukochana — oraz o swoich problemach z bezsennością. Rusza lawina, która sprawia, że mężczyzna otrzymuje setki listów od potencjalnych kandydatek, które są oczarowane pięknymi słowami, które usłyszały w radiu.

Jedną z osób, które słuchała wówczas audycji była także Annie (Meg Ryan). Niepoprawna romantyczka, do której stopniowo dociera, że w jej związku z uczulonym niemal na wszystko Walterem (Bill Pullman), coś nie gra. Słuchając opowieści matki o tym, że prawdziwe uczucie jest czymś w rodzaju magii, podaje swoje narzeczeństwo w coraz większą wątpliwość. Przypadkowo słuchając radia, trafia na audycję, gdzie słyszy historię Sama, czyli „bezsennego z Seattle”. Annie, jak na prawdziwą fankę filmów romantycznych z „Niezapomnianym romansem” (1957) na czele przystało, od razu zaczyna wzdychać do zagadkowego mężczyzny i marzy o spotkaniu z nim na szczycie Empire State Building. Swoją fascynację odczuwa jako pewien rodzaj zdrady, a co za tym idzie zaczyna mieć przed Walterem tajemnice.

Typowa dla komedii romantycznych seria zbiegów okoliczności oraz decyzji, które podejmują bohaterowie, kończy się happy endem. Annie, która pracuje jako dziennikarka, otrzymuje zlecenie, aby opisać głośną sprawę „Bezsennego z Seattle”. Jej poczynania wydają się momentami wręcz chorobliwe: Annie wynajmuje detektywa, który śledzi Sama i robi mu zdjęcia. Przylatuje z Baltimore, w którym mieszka, do Seattle i obserwuje go przez cały dzień, nawet kiedy Sam bawi się z Jonah na plaży.

Szczęśliwe zakończenie, poza nieudolnymi dążeniami samych bohaterów, ma coś w stylu przeznaczenia. Sam, kiedy przypadkowo spostrzega Annie na lotnisku (a następuje to akurat w momencie, kiedy mówi, że ideały nie istnieją) właściwie „zakochuje się od pierwszego wejrzenia”. Mało tego, próbuje zagadać do kobiety, dogonić ją, jednak gubi jej ślad. Annie, która żyje w swojej idealnej fantazji o miłości rodem z filmu, pod wpływem impulsu pisze list do Sama, w którym proponuje mu spotkanie na szczycie Empire State Building w Nowym Jorku. Oczywiście w walentynki. Listu nie wysyła, ale w tajemnicy robi to jej przyjaciółka. Na domiar wszystkiego mały Jonah czyta z ojcem listy od wielbicielek i od razu intryguje go Annie i — mimo iż nigdy jej nie widział — uznaje ją za idealną wybrankę dla swojego ojca. To właśnie Jonah próbuje przekonać ojca do wyjazdu do Nowego Jorku, ale spotykając się ze zdecydowaną odmową ojca, w walentynki ucieka do miasta, które nigdy nie śpi, aby poznać Annie. Jednak to plecak chłopca jest finalnym sprawcą spotkania…

Nora Ephron, reżyserka oraz scenarzystka produkcji, opisując „Bezsenność w Seattle”, twierdziła, że nie jest to film o miłości, ale o jej wyobrażeniu prosto z kina. Trudno się z tym nie zgodzić: zwłaszcza biorąc pod uwagę, że dla dzisiejszego widza postać Annie jest co najmniej fanatyczna i niezbyt mądra. Jej ślepa pogoń za fantazją wygląda niebezpiecznie, a przecież Sam jest dla niej zupełnie obcym mężczyzną. Dużo rzeczy z dzisiejszej perspektywy sprawia wrażenie dość niepokojących. Poza fanatyczną postawą Annie, niepokój może wzbudzić fakt, że radio, w którym na antenie pojawił się Sam, bez skrępowania podało publicznie jego dane adresowe. Jednak najbardziej intrygującym wątkiem jest ten, w którym Jonah bez problemu leci sam do Nowego Jorku (ani w samolocie, ani na lotnisku nikt nie zwraca uwagi na to, że dziecko jest bez opiekuna), a jakby tego było mało bilety lotnicze „hakuje” mu jego małoletnia koleżanka, która wykorzystuje nieobecność rodziców, pracujących w biurze podróży.

W dokumencie produkcji HBO „Wszystko jest opowieścią” poświęconemu sylwetce Nory Ephron można zobaczyć temperament artystki oraz szybko dojść do wniosku, że miała niesamowite wyczucie przy wychwytywaniu odmiennych zachowań mężczyzn i kobiet. Idealnym przykładem, i jednym z największych sukcesów scenariuszowych Nory Ephron, jest film „Kiedy Harry poznał Sally” z roku 1989. Scena udawanego orgazmu w restauracji na zawsze zapisała się w historii kinematografii. Meg Ryan sprawdziła się w roli przebojowej Sally i stała się jedną z najczęściej wybieranych aktorek do obsady w produkcjach Nory Ephron. Świetnie zagrała również Annie. Zakręcona, pełna energii, nieco fanatyczna i troszeczkę irytująca. Zupełnym przeciwieństwem był Sam, w którego brawurowo wcielił się Tom Hanks.

W „Bezsenności w Seattle” przytaczane są dwa inne dzieła filmowe. Pierwszym z nich i zdecydowanie częściej wykorzystywanym jest wspomniany „Pamiętny romans” z 1957 roku. Produkcja często pojawia się w telewizorach bohaterów. Annie zna wszystkie kwestie dialogowe z tego filmu na pamięć. Kobiety, które opowiadają o tym filmie, już na samą myśl przesadnie się wzruszają i zalewają łzami, wspominając fabułę. Annie właśnie przez „Pamiętny romans” marzy o spotkaniu z Samem na szczycie Empire State Building, bo to tam w filmie spotkali się Cary Grant i Deborah Kerr. Wyobrażenie o miłości bohaterów (głównie bohaterek) „Bezsenności w Seattle” bierze się więc nie tyle z prawdziwego życia, co z filmowych scenariuszy. Warto zwrócić tu uwagę na fakt, że to właśnie kino pokazywało ludziom jak „powinny wyglądać” idealne randki. Drugi film pojawia się tylko przy wspomnieniu przez Sama tajemniczej dziewczyny z lotniska (oczywiście Annie!), którą dostrzegał także na plaży w trakcie zabawy z synem. Sytuację porównuje do „Fatalnego zauroczenia” z 1987 roku, gdzie kobieta ma obsesję na punkcie mężczyzny.

„Bezsenność w Seattle” nie jest typową komedią romantyczną. Bohaterowie nie poznają się już na początku i nie dążą przez cały film do zrozumienia swoich uczuć i finalnego idealnego związku. Moment poznania następuje dopiero w ostatniej scenie i tak naprawdę nie jesteśmy w stanie stwierdzić czy Sam i Annie odnajdą się w nowej sytuacji. Być może okaże się, że zupełnie do siebie nie pasują…? Może początkowa fascynacja zaprowadzi ich do krótkiego i namiętnego związku, który bardzo szybko się skończy…? Tego możemy się już tylko domyślać. Bohaterowie nie darzą się też niechęcią czy nienawiścią, jak często się zdarza w filmach romantycznych. Po prostu zupełnie się nie znają, a Annie zakochuje się w raczej w wyobrażeniu o mężczyźnie, niż w faktycznym człowieku, którego głos usłyszała w radiu.

Tym jednak, co łączy „Bezsenność w Seattle” z gatunkową komedią romantyczną jest moment magiczny (kiedy Sam zauważa Annie na lotnisku), pokręcone perypetie bohaterów oraz przede wszystkim ingerencja osób trzecich oraz rola przeznaczenia. W dobie aplikacji do randkowania oraz ochrony praw osobowych dochodzę do wniosku, że film się mocno zestarzał. Tego, czego nie można mu odjąć są fantastyczne dialogi, duża dawka humoru oraz na swój sposób uroczy bohaterowie, których nie sposób nie polubić. I ta szczypta magii!

Powtarzając za Meryl Streep z dokumentu „Wszystko jest opowieścią”, można śmiało stwierdzić, że Nora Ephron po prostu „rozumiała miłość”.