Dostałem heda. O „Kamperze” Łukasza Grzegorzka

Dostałem heda. O „Kamperze” Łukasza Grzegorzka

,,Mam czas” to nie tyle wymówka, co taktyka. Czajenie się, zasadzanie na przeciwnika przy utrzymywaniu niezmiennej pozycji, czekanie na podejście wroga miast ryzykowania odsłonięcia się – w sieciowych strzelankach dla gracza typu camper trzymanie się konkretnej lokacji to sposób na przetrwanie i osiągnięcie zamierzonego celu w rozgrywce. Problem pojawia się jednak, gdy strategia ta zaczyna przenikać do codzienności głównego bohatera; trzydziestolatka pozbawionego na ekranie nawet imienia, utożsamianego jedynie ze sprawowaną w wirtualnym świecie tytułową funkcją.

Debiut Łukasza Grzegorzka, prawnika, byłego tenisisty i dotychczasowego amatora w dziedzinie kinematografii procentuje konsekwentnie kreowaną strukturą tematyczno-stylistyczną: czołówka przypomina gry komputerowe z lat 80. lub współczesne spod znaku retro, na ekranie przewijają się fragmenty rozgrywek Counter-Strike’a czy Fify, a sam Kamper pracuje w firmie zajmującej się testowaniem nowych produktów, zabiegających o miejsce na rynku. Wciąż marzy jednak o stworzeniu własnego wirtualnego świata; myśl ta jest na tyle pociągająca i natrętna, że wywraca na nice nawet poważne, decydujące rozmowy. Z problemów małżeńskich trudno bowiem zwierzać się przyjaciółce – znacznie łatwiej zrobić o nich grę; po bolesnej konfrontacji z żoną prościej przecież planować kupno telewizora, do którego można podpiąć konsolę, niż zastanawiać się nad wspólną przyszłością.

Dzięki misternie utkanej siatce zmyślnie rozsianych tropów, wydaje się, że cały świat sprzysiągł się przeciwko Kamperowi: nieudolność zarzucają mu nie tylko żona, rywal czy kochanka, ale i komentatorzy telewizyjni oraz współgracze. Hasło ,,Ale ty jesteś głupi” powraca tutaj jak bumerang i jest odmieniane przez wszystkie przypadki. Nie o brak inteligencji jednak chodzi, a o nieżyciowość, niedojrzałość – zarzut bycia dużym dzieckiem, którego żona nie ma już ochoty niańczyć, staje się zarzewiem konfliktu w związku. Najeżdżanie na stopy sterowanym samochodem zabawkowym czy wyskakiwanie z szafy na czele z dziecinnym bawieniem się piersią ukochanej podczas gry wstępnej – coś, co kiedyś jawiło się jako urocze i śmieszne, nagle stało się irytujące i infantylne. Zmieniły się priorytety: Mania potrzebuje mężczyzny z krwi i kości, Kamper – tylko umilacza czasu i potwierdzenia swojej męskości.

Grzegorzek z chirurgiczną precyzją przeprowadza studium powolnego rozpadu ich więzi. Symboliczna strzelba Czechowa wypala tutaj stosunkowo wcześnie: przyznanie się do zdrady szybko ucina beztrosko spędzany razem czas, ale też nie prowadzi do gwałtownego rozstania; to raczej przyczynek do rozliczeń i obustronnej refleksji nad tym, czy indywidualne plany jednej ze stron mają szansę pokryć się z tymi snutymi wspólnie. Wdzięczna w swojej ekspresji Marta Nieradkiewicz i chłopięco wycofany Piotr Żurawski niezwykle przekonująco i naturalnie wcielają się w zagubionych trzydziestolatków; może i Kamper faktycznie nie dorósł do intensywnego czerpania z życia, ale Mania, broniąca się przed macierzyństwem i zaczynająca samodzielną (choć przecież wspomaganą pomocną dłonią rodziców) drogę od otwarcia budki z jedzeniem, też nie wydaje się jeszcze być przekonaną, jak jej wersja poważnej egzystencji miałaby wyglądać.

,,Ty masz swój hiszpański, ja mam swoje gotowanie” – mówiąc o pasjach partnerów, kobieta szyderczo pije przecież do ukrytych za nimi kochanków. Korepetytorka i kucharz są przede wszystkim substytutami, do których uciekają się nieszczęśliwi małżonkowie; dzięki Lunie Kamper czuje się jak ,,amerykański buhaj”, a zainteresowanie i pochwały słynnego mistrza kuchni pozwalają jego żonie czuć się kobieco. Co zaskakujące, Grzegorzek błyskotliwie przełamuje portret  stającego na przeszkodzie szczęśliwemu związkowi swoistego (pozostając wierną terminologii gamingowej) bossa, z którym konfrontuje się zazdrosny mąż. Jako doświadczony realizator telewizyjnych spotów reklamowych, reżyser kreuje Jacka Braciaka na gwiazdę programu kulinarnego, będącego karykaturalną parodią produkcji w rodzaju ,,Hell’s Kitchen”, ,,Top Chef” czy ,,MasterChef” z Gordonem Ramsayem na czele. I choć Marek Bania ma równie cięty język jak jego realny, Zachodni odpowiednik (,,Czegoś takiego nigdy nie jadłem, ale chyba kiedyś w to wdepnąłem”), to między obelgą a bluzgiem potrafi przekazać młodszemu koledze pewną mądrość życiową.

Nie bez znaczenia pozostaje fakt, że jego słowa towarzyszą chronologicznie późniejszej, ale umieszczonej na początku w formie zajawki scenie, która zdaje się porządkować i wyznaczać rytm całości: dający ujście tłumionej agresji, chaotyczny, straceńczy wręcz taniec Kampera na mozaice złożonej z kolorowych kwadratów w klubie to niekwestionowany punkt kulminacyjny filmu, którego zapowiedzi Grzegorzek subtelnie przemyca już wcześniej. Tekst piosenki ,,Co jest ze mną nie tak” Pezeta i Czarnego HIFI trafia idealnie w punkt, działając magnetyzująco i oczyszczająco zarazem. Nieoczekiwanie rapowy kawałek staje się nieoficjalnym manifestem zbłąkanych młodych mężczyzn-dzieci, unikających obowiązków i odpowiedzialności, swoistym chocholim tańcem pokolenia, które zniewoliło się poniekąd samo, obawiając się ryzyka i niebezpieczeństw wolności.

Po upadku na podłogę w głowie Kampera dźwięczą słowa Bani: ,,Całe życie możesz być chłopaczkiem w szortach i to ma swoje dobre strony, ale koniec końców zawsze dostaniesz po głowie od takiego gościa jak ja”. I rzeczywiście, tester gier dostał potężnego heda, ale w filmie Grzegorzka oznacza to nie tyle koniec gry, co początek nowej, fascynującej, tajemniczej rozgrywki. Reżyser pozwala mężczyźnie na zdrową samotność, z której, być może, w końcu wykluje się indywidualizm; dając mu nadzieję, wystawia czek in blanco poniekąd całej swojej generacji. Oby nie stało się jednak tak, jak ironizował Szaranowicz, komentując mecz w Fifie; niewykluczone bowiem, że obiecujący, ale 27-letni już zawodnik, może się przez swoją karierę, podobnie jak Kamper przez całe życie, jedynie ,,dobrze zapowiadać”.

Joanna Krygier


Praca nagrodzona pierwszym miejscem w konkursie na recenzję Młodzi o FPFF!