Artur Borowy: Romantyczna komedia nietypowa

Artur Borowy: Romantyczna komedia nietypowa

Podobnie jak inne gatunki filmowe, komedia romantyczna ma swój powtarzalny schemat fabularny. W powszechnej świadomości bywalców kin pierwszy raz został on ustanowiony przez “Ich Noce” Franka Capry z 1934 roku. Schemat ten wygląda mniej więcej tak: protagoniści poznają się w specyficzny sposób, na początku podchodząc do siebie z niechęcią. Następnie z fabularnej konieczności spędzają ze sobą czas, co kończy się zakochaniem się w sobie nawzajem. W trakcie natrafiają również na (zazwyczaj więcej niż jedną) przeszkodę, która utrudni im bycie ze sobą.

Gdyby jednak każde kolejne dzieło wyłącznie odtwarzało ten schemat, komedie romantyczne szybko znudziłby się widowni. Twórcy muszą więc go modyfikować. Współcześnie w kinie amerykańskim możemy oglądać przetworzenia, dekonstrukcje oraz parodie klasycznych tropów i schematów właściwych dla gatunku. Scenarzystka i reżyserka Nora Ephron nie była aż tak radykalna, gdy po raz pierwszy brała się za bary z tymi schematy. W swoich scenariuszach nie odrzucała ich, jednak zawsze dodawała do nich coś od siebie.

W filmie “Kiedy Harry poznał Sally” (1989), którego scenariusz napisała, historia relacji tytułowych bohaterów — granych przez Billy’ego Crystala i Meg Ryan — do pewnego momentu podąża utartą ścieżką. Mamy więc charakterystyczny moment poznania się, kiedy to Sally czeka w samochodzie na Harry’ego, który w tym czasie okazuje miłość swojej aktualnej dziewczynie. Następnie podczas podróży do Nowego Jorku kłócą się i pokazują widzom, że zupełnie do siebie nie pasują. Oczywiście to również pewien powszechnie stosowany mechanizm fabularny, którego autorka ani nie odrzuca, ani nie wyśmiewa (oparcie relacji dwójki głównych bohaterów na przeciwieństwach). Harry twardo stąpa po ziemi: jego żarty są cyniczne, jest kobieciarzem i pesymistą. Sally z kolei to idealistka, romantyczka i optymistka.

Tego dowiadujemy się z sekwencji podróży samochodem, natomiast jeszcze bardziej ciekawe jest to, co dzieje się, gdy bohaterowie docierają do celu — czyli do Nowego Jorku końca lat 1970-tych. Życzą sobie wówczas miłego życia i rozchodzą się każde w swoją stronę. Chwilę później widzimy na ekranie słowa “Five years later” (“Pięć lat później”), które za osiem minut trwania filmu zobaczymy po raz drugi. Od pierwszego spotkania protagonistów do związania się ich ze sobą mija dwanaście lat.

To rozłożenie w czasie wydarzeń pozwala bohaterom dorosnąć, zdobyć doświadczenie w “poważnych” związkach i zbliżyć się emocjonalnie do tego samego punktu, w którym możliwe będzie ponowne spotkanie. W 1977 roku, w którym akcja filmu startuje, Harry i Sally są na tyle różni i niezrozumiali dla siebie wzajemnie, że kłócą się przez całą drogę. Pięć lat później są już w trakcie kariery zawodowej: Harry jest zmęczony życiem kobieciarzem (właśnie się zaręczył, poszukując stałości), a Sally jest na początku swojego długiego związku z Joem. Nadal jednak są dla siebie uszczypliwi (zwłaszcza Sally), choć wydają się być bardziej zdystansowani do sytuacji sprzed pięciu lat. Po kolejnych pięciu latach Sally rozstaje się z Joe, a żona Harry’ego chce wziąć z nim rozwód. To właściwie jedyne informacje, jakie wymieniają ze sobą, zanim pójdą na kawę w kolejnej scenie. Wnioskuję, że właśnie dlatego postanowili, tym razem dobrowolnie, spędzić ze sobą czas, — w końcu zobaczyli między sobą jakieś połączenie.

Można na ten aspekt spojrzeć także od drugiej strony. Załóżmy, że alternatywą do rozciągnięcia w czasie historii, na które zdecydowali się autorzy, jest opowiedzenie tej samej historii, z tą różnicą, że wydarzenia z pierwszych dziesięciu lat (1977-1987;), czyli cała akcja aż do sceny, w której Sally je lunch z przyjaciółkami i informuje o zerwaniu z Joem, kondensujemy do zaledwie kilku dni przed tą sceną. W takiej optyce widać, że zabieg, który wybrali twórcy, pozwala w naturalny sposób opowiedzieć o przeszłości bohaterów — kiedy zaczynają coś zmieniać w swoim życiu, my wiemy już, kim byli na długo wcześniej.

Jest to zderzenie klasycznej struktury komedii romantycznej z często spotykanym (na przykład w filmach akcji) prologiem, który pokazuje wydarzenia mające miejsce przed właściwą historią. Na przykład w “Aquamanie” i w “Łotrze 1.” taki prolog pokazuje dzieciństwo protagonistów i część historii ich rodziców. Właśnie w ten sposób traktuję pierwsze dziesięć lat wydarzeń w “Kiedy Harry poznał Sally” — jako rozbudowany prolog przed właściwą historią.

Jest jeszcze jedna strona tych czasowych zabaw. Podczas sceny lunchy, przyjaciółka Sally powiada: “Mówię tylko, że właściwy mężczyzna może być niedaleko. Jeśli go nie złapiesz, ktoś inny to zrobi, a ty spędzisz resztę życia ze świadomością, że ktoś inny wyszedł za twojego męża”. Jest to jedna z przewodnich myśli filmu, której pierwsze zdanie spełni się w przypadku Sally. Tak jakby fatum chciało pomóc przeznaczonym dla siebie bohaterom, spotykając ich ze sobą regularnie co 5 lat — aż do skutku.

We właściwej części filmu również mamy do czynienia z przeskokami w czasie, ale na mniejszą skalę. Tylko jeden z nich jest wyróżniony napisem na ekranie, który brzmi “Five months later” (“Pięć miesięcy później”). Poza nim jest jeszcze parę innych, które według moich szacunków przenoszą nas w czasie o od kilku dni do kilku miesięcy. Jednak nie przypisuje im tak dużej wagi, jak wcześniejszym pięcioletnim odpowiednikom. Rozłożenie wydarzeń w czasie właściwej części filmu po prostu jest zupełnie naturalne dla tej historii, przyjaźń między bohaterami musi trwać odpowiednio długo, aby się rozwinęła.

Poza zabawą na płaszczyźnie czasowej, Nora Ephron dodała jeszcze kilka elementów do klasycznego wzorca komedii romantycznej — a właściwie parę tradycyjnych elementów z niego odjęła.

We wspomnianych “Ich nocach” Franka Capry Ellie nie może być z Peterem, bo jest zaręczona z kimś innym. W późniejszych “Rzymskich wakacjach” (1953) Williama Wylera księżniczka Ann nie może po prostu być z Joe, zwykłym reporterem — i taki jest jej końcowy wybór. Bohaterowie tych historii stają naprzeciw jakiejś przeszkodzie i zwykle udaje im się ją pokonać. W scenariuszach Nory Ephron ten klasyczny trop także się pojawia. W “Masz wiadomość” (1998) Kathleen i Joe różni podejście do handlowania książkami. W “Bezsenności w Seattle” (1993) Sama i Annie dzieli odległość oraz to, że Annie w obecnej sytuacji jest jedną z setek kobiet dla Sama; dlaczego więc miałby zwrócić uwagę właśnie na nią…?

W “Kiedy Harry poznał Sally” bohaterów nie odsuwa od siebie żadna zewnętrzna siła — a jedna z nich  wręcz popycha ich ku sobie. To Jess i Maria (Bruno Kirby i Carrie Fisher), przyjaciele protagonistów, którzy w scenie podwójnego telefonu mówią Harry’emu i Sally, że liczyli, że ci w  końcu staną się parą, bo po prostu do siebie pasują. Główni bohaterowie nie są ze sobą wyłącznie z własnej woli (pojawia się presja przyjaciół, powtórzona w scenie toastu weselnego na ślubie Jessa i Marie), a rozłożenie historii w czasie upewnia nas, że na pewno mają wystarczająco czasu, aby ewentualny związek między sobą dokładnie rozważyć.

Przeszkoda, którą Nora Ephron odebrała swoim bohaterom, sprawia, że w jej miejsce skupiamy się na tym, jak rozwijają się charaktery Harry’ego i Sally oraz relacja między nimi. Nie musimy się martwić, czy uda im się pokonać przeciwności na drodze do wspólnego i szczęśliwego związku — bo takich przeszkód nie ma. Ten zabieg także osadza historię bliżej ziemi, uwiarygadnia ją. Obecność przeszkody sugeruje widzom, że kiedy protagoniści już ją pokonają, będą żyć długo i szczęśliwie — co w rzeczywistości nie zawsze tak wygląda.

W “Ich nocach” Ellie spędza czas z Peterem, bo ten oferuje jej pomoc w dostaniu się do Nowego Jorku — Peter zaś spędza czas z Ellie, bo w zamian dostaje materiał do swojego artykułu. Bohaterowie komedii romantycznych często są “zmuszeni” do spędzania czasu ze sobą. Sally i Harry w podróży samochodem do Nowego Jorku faktycznie w pewien sposób są zmuszeni do tego, ale mus bardzo szybko się kończy. We właściwej części filmu bohaterowie zaczęli widywać się ze sobą tylko z własnej woli.

Interpretuję to jako ograniczenie roli przeznaczenia w życiu bohaterów. Może ono ich spotykać regularnie ze sobą, ale podjęcie właściwego wyboru pozostawia protagonistom. Przeznaczenie otwiera drzwi, ale to Harry i Sally muszą chcieć przez nie przejść.

Takimi właśnie zabiegami autorka nie wykonuje prostej dekonstrukcji komedii romantycznej, ale gra z oczekiwaniami widzów i wyznacza gatunkowi inną ścieżkę, niż ta do tej pory znana. Wydaje mi się, że właśnie tego (między innymi) powinniśmy oczekiwać od twórców.